Archiwum listopad 2015


lis 23 2015 pierwsza
Komentarze: 0

Niektóre emocje, pomimo że tak rzadko występujące, powinny ulatniać się wprost proporcjonalnie szybko do czasu w jakim narastają.
Pobożne życzenie.


Nie narzekam. Staram się. Usilnie. Czasem bezowocnie.
Nie mam większych zmartwień. Poza tymi przyziemnymi. Kredyt mieszkaniowy do spłaty. Drobne choroby. Nic poważnego a te poważne pod kontrolą. Przyjaciele pod ręką. Chrześniak zdrowo się chowa. Jakoś leci.
Tylko czasem, jak się człowiek zapomni, to poddaje się gorszemu samopoczuciu. Słabszemu emocjonalnie czasowi. Jak teraz.
I zaczyna narzekać.
Że nie panuje nad tym nad czym chciałby zapanować.
Przeklęte emocje które wyrywają się i pędzą jak oszalałe niedając się zatrzymać. Na oślep przed siebie.
Serce się wyrywa z piersi i krzyknać ma ochotę: Po coś w mym życiu się pojawił i w nim namącił?
Żyłam sobie w przekonaniu że znam siebie. Swoje potrzeby. Swoje upodobania. Orientację.
Przez tyle lat miałam jakiś pewnik. Sądziłam, że chociaż tego mogę być pewna. Że tę cząstkę siebie znam doskonale. 
Pojawił się, wywrócił świat i z niewiadomych przyczyn się odsunął, Pozostawiając mnie z wielkim znakiem zapytania. Z emocjami rozbudzonymi. Pragnieniami. Drgnął strunę, która nie przestaje wydobywać dźwięku. Rezonans.
I okazji brak by poczynić próby wyjaśnienia przyczyn zaistniałej sytuacji. Tkwię sobie zatem w martwym punkcie, próbując zapanować nad tą siłą co potrafi budować i wznosić ku niebiosom ale rzucić o ziemię i sponiewierać również jest w stanie. Tkwię i pozwalam rozdzierać mi dusze na strzępy. 
Dramatyzuję.
Słabszy czas.
Gorszy dzień.
Zmęczenie.
Jak zwał tak zwał.
Prawdą jest że rzadko kiedy komukolwiek udaje się wedrzeć do mojego serca, myśli, życia. Być może dlatego tak intensywnie przeżywam. Mocniej czuję. Bardziej pragnę. Oddaję się w pełni. I niestety dłużej podnoszę ze zgliszczy bo wypalam się doszczętnie.

Powinno być wprost proporcjonalnie.
Pobożne życzenie.

konkluzja : :